Prace uczniów

NASZA SZKOŁA

 

 

SPOTKANIA Z MARIĄ SKŁODOWSKĄ-CURIE

18.10.2013 rok pierwsza grupa „śmiałków”, z klasy IV „a”, spotkała się z postacią Marii Skołodowskiej-Curie. Rozpoczęliśmy spotkanie od wspólnego zjedzenia kolacji. Następnie pani Aneta Jabłońska przedstawiła przygotowaną prezentację na temat życia oraz działalności słynnej Polki. Na koniec uczniowie pod czujnym okiem nauczycielki wykonali kilka eksperymentów, które odnaleziono w notatkach Marii Skłodowskiej-Curie. Spotkanie zakończyło się o godzinie 21 jednak mimo późnej pory nikt nie chciał iść do domu.

PRACE UCZNIÓW Z ARTES

Podczas spotkania Comeniusa uczniowie szkoły w Artes przedstawili legendy wszystkich 6 krajów partnerskich. Młodsze klasy przygotowały przedstawienia legend łotewskiej, słoweńskiej i holenderskiej, a starsze prezentacje Power Point do legendy katalońskiej, portugalskiej i polskiej. Uczniowie zilustrowali i przekształcili w formie wiersza legendę o przemyskim herbie.

  5è llegenda polònia (2,2 MiB, 181 hits)

  Presentació la cabra d'or (6,5 MiB, 181 hits)

  Klasy pierwsze (14,1 KiB, 756 hits)

WYSTAWA „Legendy naszych krajów partnerskich”

W dniu 10 maja w Galerii 7 A przy Podkarpackim Centrum Edukacji Nauczycieli otwarta została wystawa prac naszych uczniów pod tytułem „ Legendy naszych krajów partnerskich” Wystawa jest zwieńczeniem realizowanego w szkole projektu Comenius – „Once upon a time in Europe” oraz częścią obchodów Tygodnia Comeniusa ogłaszanego, co roku przez Komisję Europejską. Dwuletni projekt, przybliżył uczniom baśnie i legendy krajów współpracujących w projekcie – Portugalii, Słowenii, Hiszpanii, Łotwy i Holandii. Polskę reprezentowała legenda o „Herbie przemyskim” autorstwa pana Jacka Błońskiego. Legendy zostały przetłumaczone na wszystkie języki projektu a ich treść i wykonane przez uczniów ilustracje zamieszczone na blogu www.onceineurope.blogspot.com Jury wybrało 12 najlepszych prac i wyróżniło 18. Podczas wernisażu wręczono dyplomy i nagrody. Oprócz młodych artystów pojawiło się bardzo dużo rodziców, nauczycieli i zaproszonych gości. Można było także pooglądać inne prace uczniów wykonywane w ramach projektu, zdjęcia ze spotkań partnerskich i otrzymać specjalnie wydany kalendarz. Wystawa była możliwa dzięki staraniom pani Jolanty Kawalec nauczycielki plastyki.
Lista dzieci nagrodzonych:
1. Justyna Ryznar
2. Kasjan Korniat
3. Kamil Sura
4. Kasia Urban
5. Julia Baryła
6. Kaja Bojczuk
7. Wiktoria Aleksandrowicz
8. Karolina Pawłucka
9. Ewelina Sura
10. Aleksandra Makuch
11. Anita Kempa
12. Julek Borys

GRA „ WĘDRÓWKA SZLAKIEM EUROPEJSKICH LEGEND”

Jednym z produktów naszego projektu jest gra planszowa. Zasady gry są bardzo proste – wygrywa ten, kto pierwszy dotrze do końca planszy. Po drodze czekają go jednak różne niespodzianki – między innymi więzienie w Barcelos ( Portugalia), szukanie skarbu w Artes ( Katalonia), spotkanie z niedźwiedziem w Przemyślu czy ratowanie Harlemu przed zalaniem (Holandia). Gra została, bowiem oparta na legendach naszych partnerów w projekcie.

KALENDARZ PROJEKTU NA 2012 ROK

Kalendarz na 2012 rok został przygotowany przy współpracy wszystkich krajów partnerskich (zdjęcia, informacje) i zaprojektowany przez panią Annę Wanic. Można na nim przeczytać, jakie święta i uroczystości obchodzone są w poszczególnych krajach oraz pooglądać zdjęcia.Kalendarz jest kolejnym produktem projektu.

CICHA NOC

Uczennice klasy 3b i 4a pod opieką pani Małgorzaty Jefimow przygotowały kolędę Cicha Noc. W nagraniu ścieżki dźwiękowej pomógł pan Krzysztof Dryniak. Zdjęcia nakręcono w pięknej scenerii i cudownej atmosferze kościoła i klasztoru Ojców Karmelitów. Artyści i ekipa filmowa zostali ciepło przywitani przez ojca przeora Pawła Ferko. Film nakręcił dla nas pan Tadeusz Humeniuk według pomysłu pani Jolanty Kawalec.

Podobne filmy przygotowały pozostałe szkoły partnerskie i są do obejrzenia na blogu: www.onceineurope.blogspot.com

LEGENDY NASZYCH KRAJÓW PARTNERSKICH

Wszystkie szkoły partnerskie wybrały jedną lokalną legendę, która przetłumaczona została na języki używane w poszczególnych krajach. Polskę reprezentowała legenda o „Herbie przemyskim” autorstwa Jacka Błońskiego.

A lenda do brasão de Przemyśl.
(PORTUGALSKI)

À medida que a cidade de Przemyśl acordava, ouvia-se a voz dos guardas nas muralhas da cidade e o seu portão a ranger, por ele entravam agora os servos e mercadores. Sobre os telhados de palha subia o fumo das cozinhas. As mulheres faziam o pequeno almoço em pedras quentes, era aí que cozinhavam bolos especiais chamados podpłomyk. A parte mais alta da cidade estava separada do resto da cidade por outra fortificação, os guardas observavam da sua torre, enquanto um grupo de cavaleiros saía da cidade. Eram os mensageiros do principe, encarregados de se encontrarem com o chefe da tribo Wiślanie, para uma importante missão. Esta tribo, os Wiślanie, que morava perto do rio Wisła, vivia em paz com o povo da cidade, os Lędzianie. O Principe dos Lędzianie, chamado Przemysław, enviara os seus cavaleiros com presentes para os Wiślanie.
A maior casa da cidade era a mansão de Przemysław. A sua grande porta abre-se e de lá sai o Principe, armado com uma enorme lança, usada para caçar o rei da antiga floresta, o Urso. Przemysław tinha ainda preso no seu cinto um pequeno machado e às costas um arco.  Assim armado saiu de sua casa para caçar. Sendo cumprimentado pelo seu povo à medida que saía da cidade. Seguindo uma pequena estrada por entre as casas, chegou ao portão da cidade, onde os guardas lhe desejaram boa sorte. Daqui atravessou as muralhas e seguiu para a floresta.
Rapidamente entrou na floresta, que conhecia bem, passou por velhas árvores caídas e manadas de veados, o silêncio era apenas interrompido pelo cantar de alguns pássaros, ou pelo barulho do vento nas árvores.
De repente o barulho de ramos a partir chamou-lhe a atenção. Sendo um experiente caçador, Przemysław esconde-se atrás de um tronco e espera pelo animal que aí vem. Do mato surge uma porca com os seus leitões, o seu pelo era decorado com bonitas riscas. Przemysław deixa-os passar, hoje a sua caça era ao Urso, não aos javalis. Nem ele quereria caçar a mãe e os seus filhotes.
Dirigiu-se então para uma clareira, onde os tratadores de abelhas selvagens, lhe disseram que poderia encontrar o Urso. O animal teria andado por lá, destruindo colmeias selvagens e atacando o gado que lá costumava pastar.
Atravessando, arbustos, fetos e outras coisas típicas da floresta, finalmente o principe encontra a clareira, onde havia um enorme carvalho. Aproveitando a sua sombra Przemysław decidiu sentar-se e descansar. Encostou a sua lança ao carvalho e resolveu comer um bolo, um podpłomyk, mas assim que o ia a tirar do seu saco, apareceu o Urso. Considerando que não tinha tempo para apanhar a sua lança, Przemysław tirou o seu machado e preparou-se para o combate. O Urso levantou-se nas suas patas traseiras, rugiu e mostrou as garras. Mas de repente, colocou todas as patas no chão, virou-se e dirigiu-se para o interior da floresta.  Surpreso o Principe pegou na sua lança, e foi atrás do Urso.  Depressa o alcançou, mas o Urso parecia estar a ignorá-lo e  Przemysław não o queria atacar pelas costas, os Lędzianie tinham  a antiga tradição de nunca atacar um animal por trás. Ao observar bem o  Urso, o principe reparou como este se deslocava, com um porte cheio de dignidade.  Apercebeu-se então que o Urso queria que ele o seguisse. E ele assim fez.
Andaram assim juntos durante um tempo. Até que ao chegarem perto de uma colina, o Urso voltou-se e rugiu. Przemysław apercebeu-se que era uma despedida, e com todo o respeito fez uma vénia, como um rei para outro. Olharam um para o outro em silêncio, o Principe dos Lędzianie e o Urso, com a sua negra silhueta recortada no céu. Então o Urso afastou-se. O Principe não o tentou caçar de novo, compreendeu o simbolismo deste encontro. Ele próprio tinha de ser como um urso, sério com os seus inimigos e protector dos seus súbditos.
Quando regressou à sua cidade, o principe mandou que o concelho se reunisse. Ordenou aos seus cavaleiros para pintarem um urso num campo azul no seu brasão, quis ainda que o mesmo brasão fosse colocado sobre as portas da cidade.
Passados mais de mil anos, ainda encontramos o mesmo escudo na bandeira que está no topo do castelo da cidade. Mais tarde foi-lhe acrescentado uma cruz dourada, com a chegada do cristianismo. Mas essa é uma história para mais tarde.

La llegenda del turó de Przemysl
( KATALOŃSKI)

La gent de Przemysl s’anava despertant. La veu dels guardians es sentia des de la muralla de la ciutat. La porta de l’entrada s’obria i es tancava per deixar entrar i sortir els servents i mercaders. Per sobre les teulades de palla, el fum s’enfilava cap amunt. Les dones preparaven l’esmorzar; damunt les pedres calentes, coïen pastissets,  els “Podplomyk”.
La part alta de la ciutat estava separada de la resta per una muralla acabada amb una palissada feta de troncs de roure.
Des de la torre del castell hi havia una constant vigilància i, passant la porta de fusta, uns soldats sortien del castell. Eren els missatgers del Príncep, que anaven a visitar el cap de la tribu de Wislania amb una important missió.
Aquesta tribu habitava a l’altra banda del riu Wisla.
Les tribus de  Wislania i de Ledziania vivien en harmonia des de feia molts anys.
El príncep de Ledziania, Przemyslaw,  sovint enviava la seva gent a portar presents al príncep de Wislania.
La casa més gran i més bonica de la ciutat era la de Przemsylaw.  Un dia, la porta d’aquella casa es va obrir i el príncep es va disposar a sortir. Portava a la mà una enorme llança que utilitzava per caçar el rei del bosc, l’ós. Przemsylaw també portava una destral lligada al cinturó i un arc amb fletxes a l’esquena.
Així armat, el príncep va marxar tot sol a caçar. Va passar per davant dels seus servents, que van saludar el seu cap amb una reverència.
Ja al bosc, el so de branques i uns roncs estranys van trencar el silenci.
Przemyslaw tenia experiència com a caçador; per tant, es va amagar al darrere d’un tronc d’arbre caigut i va esperar l’animal. De darrere d’uns arbusts va sortir una truja amb els seus senglars petits. El seu pèl era espès, i decorat amb ratlles longitudinals. Przemyslaw va esperar pacientment que passessin, doncs ell era un caçador d’óssos, no de senglars. D’altra banda, no volia matar una mare o els seus porquets.
Llavors el príncep va anar cap a una clariana del bosc on, segons li havien dit els cuidants d’abelles, podia trobar un ós gran. Darrerament, l’animal havia destrossat ruscos i havia atacat bestiar que pasturava en uns aiguamolls de la vora.
El príncep es va obrir pas entre els arbustos i va arribar  a la clariana. Allà hi havia un roure enorme. En Przemyslaw es va asseure a reposar a la soca de l’arbre. Va deixar la llança al costat i, mentres buscava els Podplomyk a dintre de la bossa per menjar una mica,  va aparèixer un enorme ós al seu davant.
En Przemyslaw no podia agafar la llança i hauria de lluitar només amb la destral.  L’ós es va plantar davant seu, dret, movent amb violència les potes del davant i ensenyant les enormes urpes. De sobte, va fer un gran gruny i va tornar cap al bosc.
El sorprès príncep, va agafar la llança i va seguir l’ós. Al cap d’un moment, ja el tenia a prop, però l’animal semblava no fer cas del caçador.
En Przemsylaw no va atacar l’animal; esperava que l’ós es girés de cara
perquè no el volia matar per l’esquena.
Però, estranyament, l’ós continuava caminant amb dignitat.  Aleshores, el príncep es va adornar que l’ós volia que el seguís.
Caminant d’aquesta manera, l’ós i el caçador van arribar al capdamunt del turó.
L’ós es va aturar, es va girar lentament i va rugir.  En Przemsylaw va entendre que l’ós s’acomiadava; aleshores el príncep el va saludar fent-li una reverència, com de rei a rei.  Es van mirar l’un a l’altre en silenci  -el príncep de Ledziane i l’ós, la figura fosca del qual contrastava amb el blau del cel- . Seguidament, l’animal es va girar i va marxar. El príncep no va ni intentar caçar-lo. Va entendre que la trobada havia estat simbòlica. I que ell, en Przemsylaw havia de ser com un ós, és a dir, seriós amb els enemics, però amorós amb el seu poble.
L’endemà, el príncep va cridar els seus cavallers i els va fer pintar la figura d’un ós negre sobre el blau del cel en els seus escuts. També va demanar que es col.loqués el mateix dibuix sobre la porta principal del castell.
Més de mil anys després, encara es pot veure aquest escut a l’entrada del castell, i la bandera amb l’ós volejant, no només damunt la torre sinó també a l’ajuntament i en altres edificis públics de la ciutat.  Més tard, es va afegir una creu al dibuix, però aquesta ja és tota una altra història.

Llegenda polonesa de la ciutat de Przemysl. Escrita per Jacek Blonski.
Traducció a l’anglès Gosia Lupicka
Traducció al català Paquita Pascual

De legende van Przemyśl Crest.
( HOLENDERSKI)

De inwoners van Przemyśl (spreek uit: Psjemmisj)werden wakker. De stemmen van de wachters op de stadsmuren waren te horen. De deur van de stadspoort kraakte. De lijfeigenen en handelaren werden binnengelaten. Over de rieten daken steeg langzaam rook op: huisvrouwen maakten het ontbijt klaar. Op hete stenen bakten zij speciale koeken: podpłomyk.
Het hoger gelegen stadsdeel was van de rest afgescheiden door wallen, afgewerkt met een muur van eikenhouten palen, een palissade. De nachtwacht verliet zijn post en een groep gewapende ruiters reed de stad uit door de houten poort. Het waren boodschappers van de vorst, die naar het stamhoofd van de Wiślanie gingen met een belangrijke opdracht. De Wiślanie woonden aan de rivier de Wiśla. De stammen van de Wiślanie en de Lędzianie leefden al jaren vriendschappelijk naast elkaar. De vorst van de Lędzianie, Przemysław, stuurde zijn mensen naar de vorst van Wiślanie om hem geschenken aan te bieden.
Het grootste gebouw van de stad was het herenhuis van Przemysław. De enorme deur ging open en de vorst stond in de deuropening. In zijn hand had hij een enorme speer, die hij gebruikte bij de jacht op de koning van het oerbos: de beer. Przemysław droeg een bijl aan zijn riem en een boog op zijn rug. Zo bewapend vertrok de vorst voor de jacht.
Hij liep tussen zijn onderdanen door, die bij wijze van groet diep voor hun meester bogen. Toen ging hij over een smalle, rechte weg tussen de huizen door naar de stadspoort. De wachters groetten hem en de vorst verliet de stad via de stadswallen naar het boven de stad gelegen woud. Al snel passeerde hij de laatste huisjes en betrad het oerbos dat hij kende als zijn broekzak. Hij liep langs oude, verwaaide bomen en liet reeën opschrikken. Af en toe werd de stilte verbroken door vogelzang en het geritsel van boombladeren.
Plotseling was daar het geluid van brekende takken en een vreemd geknor verbrak de stilte. Przemysław was een ervaren jager, dus knielde hij achter een gevallen boom en wachtte op het dier. Uit het struikgewas kwam een zwijnenzeug met haar biggen, hun bruine vacht gesierd met strepen. Przemysław was niet op wilde zwijnenjacht, liet hen dus voorbijtrekken en wachtte geduldig op de beer. Bovendien wilde hij geen moeder van jonge biggen of de jonge biggen zelf doden.
Toen die niet verscheen, liep de vorst liep verder, naar een open plek in het bos, waar de beer zich volgens imkers graag ophield. De laatste dagen had het dier namelijk bijenkorven vernield en vee aangevallen, dat graasde in de weiden aan de rand van het woud. Przemysław baande zich een weg door struikgewas, varens en bosgebied. Uiteindelijk kwam hij op de open plek waar een enorme eik stond. Hij besloot onder het bladerdak van de boom uit te rusten. Hij zette zijn speer tegen de stam van de boom en terwijl hij in zijn tas naar een “podpłomyk” zocht, verscheen vlak voor hem een kolossale beer. De vorst besefte, dat hij geen gelegenheid had zijn speer te pakken en alleen zou kunnen vechten met zijn bijl. De beer richtte zich op zijn achterpoten op en liet dreigend zijn voorpoten met reusachtige klauwen zien. Hij gaf een  vreselijke brul en … verdween weer in het woud. De geschrokken vorst greep zijn speer en achtervolgde de beer. Enige tijd later trof de vorst het dier weer, maar het leek zich niets van de jager aan te trekken. Przemysław viel het dier niet aan, omdat het een oude gewoonte is niet van achter aan te vallen. Daarom wachtte hij tot het dier zich zou omdraaien, maar tot Przemysławs verbazing liep het dier statig verder. De vorst begreep, dat het dier wilde, dat hij hem zou volgen.
Zo bereikten beer en jager samen een heuvel. De beer stopte, draaide zich rustig om en brulde weer. Przemysław begreep, dat de koning van het woud afscheid wilde nemen. De vorst boog voor hem. Zij keken elkaar zwijgend aan, de vorst van het volk Lędzianie en de beer, van wie de donkere gestalte afstak tegen de blauwe lucht. Daarna vervolgde het dier zijn weg. Przemysław probeerde niet het dier te vangen. Hij begreep, dat de ontmoeting symbolisch was, een diepere betekenis had: Hij, Przemysław, moest als een beer zijn, met ontzag voor zijn vijand en zorgzaam voor zijn volk.
Toen Przemysław de volgende dag thuiskwam, riep hij het stadsbestuur bijeen en gaf zijn knechten het bevel een afbeelding van een zwarte beer op een blauwe achtergrond op hun schild te schilderen. Dezelfde afbeelding moest boven de stadspoort aangebracht worden.
Meer dan duizend jaar later kun je de vlag met hetzelfde wapen zien wapperen op de toren van slot Przemyśl. Later voegde men er door christelijke invloed nog een gouden kruis aan toe, … maar dat is een ander verhaal.

Leģenda par Przemysl virsotni
( ŁOTEWSKI)

Cilvēki Przemysl pilsētā cēlās augšā. Apsardzes balsis nāca no pilsētas sienām. Vārtu durvis čīkstēja. Pa šīm durvīm ļāva ienākt cilvēkiem un tirgotājiem. Pāri īpatnējiem jumtiem lēni gaisā cēlās dūmi – mājsaimnieces gatavoja brokastis. Uz karstajiem akmeņiem viņas cepa speciālu kūku, ko sauca par „podplomyk” Augstākā pilsētas daļa tika atdalīta ar atpūtas valni, noslēdzot ar ozolu apaļkoku palisādi. Patstāvīga uzraudzība tika turēta no pils torņa un cauri koka torņa vārtiem grupa bruņotu jātnieku atstāja pilsētu. Viņi bija prinča vēstneši, kuri tika sūtīti no Vislānijas cilts vadoņa ar svarīgu ziņu. Vislānieši dzīvoja pie Vislas upes. Vislānijas un Ledzianijas ciltis dzīvoja draudzīgi jau daudzus gadus. Ledzianijas princis, uz Przemysl pilsētu sūtīja savus sūtņus nodot dāvanas Vislānijas princim.
Vislielākā lauku māja pilsētā bija muižas māja Przemyslaw. Milzīgās durvis atvērās un princis stāvēja uz namdurvīm. Rokās viņš turēja milzīgu šķēpu, kuru viņš izmantoja lāču medībās – karaļa mūžamežos. Przemyslaw pie jostas bija piestiprināts cirvis ar priekšgalu uz muguras. Apbruņojies princis devās viens pats medībās. Viņš devās cauri muižas vārtiem, garām saviem padotajiem, kuri paklanījās, sveicinot savu vadoni.
Tad viņš devās pa šauru, taisnu ceļu starp mājām virzienā uz galvenajiem vārtiem. Apsargi atvadījās un viņš pagriezās gar pilsētas mūri uz mežu.
Drīz viņš pagāja garām pēdējai kotedžai un iegāja pirmatnējā mežā, kuru viņš pazina ļoti labi. Viņš gāja garām vējā kritušajiem, veciem kokiem un nobiedētam briežu ganāmpulkam. Klusums reizēm tika pārtraukts ar putnu dziesmām un koku lapu čaukstoņu.
Pēkšņi savādas skaņas iztraucēja lielo klusumu. Przemyslaw bija pieredzējis mednieks, viņš nometās ceļos aiz koka stumbra un gaidīja dzīvnieku. No biezokņa iznāca sivēnmāte ar sivēniem. Tā brūno kažoku rotāja garenas svītras. Przemyslaw uzvedās klusi, jo viņš nebija nācis medīt mežacūkas. Viņš nevēlējās nogalināt ne sivēnus, ne sivēnmāti.
Princis devās uz mežu klajumu, kur, kā bija teikuši savvaļas bišu turētāji, varētu atrast lielo lāci. Pēdējo pāris dienu laikā dzīvnieks bija izpostījis savvaļas bišu stropus un uzbrucis lopiem, kas ganījušies meža pļavās.
Przemyslaw lauzās cauri krūmu biezokņiem, papardēm un sagāztiem kokiem. Beidzot viņš atrada izcirtumu ar milzīgu ozolu. Viņš izlēma nedaudz atpūsties zem koka. Atstutēja savu šķēpu pret stumbru un meklēja somā kūku „podplymok”, kad viņa priekšā parādījās milzīgs lācis. Princis saprata, ka viņš nevarēs izmantot šķēpu, viņš varēja cīnīties tikai ar savu cirvi. Lācis piecēlās uz pakaļkājām, dusmīgi pārvietojās uz kājām un rādīja savas milzīgās ķepas ar nagiem. Lācis ierēcās un devās atpakaļ mežā. Princis bija pārsteigts, viņš satvēra šķēpu un mērķēja uz lāci. Pēc kāda laika viņš panāca dzīvnieku, kurš izlikās vienaldzīgs pret mednieku. Przemyslaw neuzbruka dzīvniekam no mugurpuses un tā bija veca tradīcija ,tā nedarīt. Viņš gaidīja, lai lācis apgrieztos, bet par pārsteigumu dzīvnieks gāja tikai uz priekšu. Princis saprata, ka lācis gribēja, lai tam sekotu.
Šādi ejot, lācis un mednieks sasniedza kalnu. Lācis apstājās, mierīgi pagriezās un norēcās. Przemyslaw saprata, ka mežu karalis gribēja, lai viņš atvadītos, tāpēc princis paklanījās kā viens vadonis pret citu. Klusumā viens uz otru skatījās – princis no Ledziani cilts un lācis, kura tumšais augums kontrastēja ar zilajām debesīm. Pēc mirkļa dzīvnieks gāja savu ceļu, bet Przemyslaw pat nemēģināja to noķert. Viņš saprata, ka tikšanās bija nozīmīga. Viņš, Przemyslaw, kā lācis – ir nopietns pret ienaidniekiem un rūpēsies par viņu cilvēkiem.
Nākamajā dienā, kad princis atgriezās mājās, viņš sasauca apspriedi un pavēlēja saviem bruņiniekiem uzzīmēt melnu lāci uz vairoga zilā laukuma. Tādu pašu zīmējumu lika uzzīmēt virs galvenajiem vārtiem.
Vairāk nekā tūkstoš gadus vēlāk, jūs varat redzēt karogu ar to pašu zīmējumu Przemysl pils torni. Vēlāk Kristietības laikos tika pievienots zelta krusts, bet tas jau ir cits stāsts.

    The  Legend of Przemyśl Crest.
The people of Przemyśl were waking up. The voices of the guards were coming from the city walls. The door in the gate creaked. This way the serfs and merchants were let in. Over the thatched roof slowly the smoke rose in the air – housewives were cooking breakfast. On the hot stones they baked special cakes called “podpłomyk”. The higher part of the town was separated from the rest by ramparts, finished with an oak logs palisade. A constant vigil was kept from the castle tower and through the wooden tower gate a group of armed riders left the town. They were the prince`s messengers who were setting off to the master of the Wiślanie tribe with an important mission. The Wiślanie lived by the river Wisła. The tribes of the Wiślanie and the Lędzianie lived in friendship for many years. The prince of Lędzianie,  Przemysław sent his people to hand presents to the prince of Wiślanie.
The biggest homestead in the town was the manor house of Przemysław. The huge door to the prince`s seat opened and the prince stood on the doorstep. There was an enormous spear in his hand which he used to hunt the king of the  primeval forest – the bear. Przemysław had a hatchet fastened to his belt and a bow on his back. Armed in this way, the prince set off alone to hunt. He went through the gate of his manor, passing his subordinates who bowed down to greet their master.
Then he went along a narrow, straight road among the houses, towards the main gate. The guards bid him farewell and he turned along the town walls, to the forest above the town.
Soon he passed the last cottages and entered the primeval forest which he knew very well. He passed wind-fallen, old trees and frightened herds of deer. The silence was occasionally interrupted by birdsong and the rustle of leaves on the trees.
Suddenly the sound of branches snapping and strange grunt broke the silence. Przemysław was an experienced hunter so he knelt behind a fallen tree-trunk and waited for an animal. Out from the thicket came a sow with her piglets. Their brown fur was decorated with longitudinal stripes. Przemysław waited patiently for them to pass as he was hunting bear, not a wild boar. Nor did he wish to kill the mother of little piglets.
The prince set off towards a glade in the wood, where, as wild-bee keepers told, one could find the big bear. For the last few days the animal had been destroying wild beehives and attacking cattle which grazed on the meadows by the forest.
Przemysław hacked  through the thicket of bushes, ferns and woodland debris. Finally he found a glade with an enormous oak. He decided to have a rest under the canopy of the tree. He leaned his spear against the trunk and whilst  he was reaching for a“podpłomyk” in his bag, there, just in front of him appeared a huge bear. The prince realized that he would not be able to seize the spear and he could only fight with his hatchet. The bear stood up on his hind legs, moving his forelegs angrily and showing his huge claws. He gave a roar and returned to the forest. The surprised prince grabbed his spear and pursued the bear. After a while, he caught up with the animal which seemed unconcerned by the hunter. Przemysław did not  attack the animal, it was against an old tradition to attack from behind. He waited instead for the bear to turn around, but to his surprise the animal was walking on with dignity. The prince realized that the bear wanted him to follow.
Walking in this way, bear and hunter reached the hill. The bear stopped, turned calmly and roared. Przemysław  realized that the king of forests wanted to bid farewell, so the prince bowed as one master to another. They looked at each other in silence – the prince of the Lędzianie tribe and the bear whose dark figure contrasted with the blue sky. After a while the animal went on its way, but Przemysław did not try to catch it. He understood that the meeting was symbolic. He, Przemysław, had to be like a bear – serious to his enemies and caring to his people.
Next day when the prince returned home, he called the town council and commanded his knights to paint a black bear on the blue field depicted on their shields. He ordered the same sign to be displayed above the main gate.
More than a thousand years later, you can still see the flag with the same sign on the tower of Przemyśl castle. Later in Christian times a golden cross was added, but that is a different story.
Translation Gosia Łupicka

Uczniowie zapoznali się z legendami i stworzyli do nich piękne ilustracje. Prace wykonano różnymi technikami pod okiem wychowawców i Jolanty Kawalec. Najlepsze prace zostaną nagrodzone i wystawione w maju 2012 roku w galerii Podkarpackiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli.

Poniżej prezentujemy legendy wybrane przez kraje partnerskie.

LEGENDA O ZŁOTEJ KOZIEJ SKÓRCE
(KATALONIA)
Dawno, dawno temu, w Katalonii, pewni uczciwi kupcy nieśli ogromną ilość złotych i srebrnych monet. Jechali do Barcelony w interesach ze swoim skarbem owiniętym w kozie skóry.
Kiedy przechodzili przez Artes, małą wioskę w hrabstwie Bages, zostali zaatakowani przez bandę złodziei, którzy ukradli im wszystkie pieniądze.
Wiele osób pomagało biednym kupcom złapać złodziei, ale ci w międzyczasie zapakowali skarb i ukryli go w specjalnym miejscu, z którego było widać siedem dzwonnic.
Mieszkańcy wsi pomagali zrozpaczonym kupcom szukać swoich rzeczy. Próbowali wiele razy, ale bezskutecznie.
Tymczasem złodzieje uciekli przez francuską granicę, żeby nie dać się złapać. Ludzie nigdy nie się dowiedzieli, co się z nimi stało ani gdzie zakopali złoto.
W dzisiejszych czasach ludzie z całego Katalonii przejeżdżają do Artes, ponieważ wciąż próbują znaleźć ten wspaniały skarb. Jak głosi legenda, „Jeśli chcesz znaleźć złotą kozią skórę, musisz stanąć dokładnie w miejscu, z którego można zobaczyć siedem dzwonnic:, Calders, Avinyó, Horta d’Avinyó, Sallent, Cabrianes i dwie z Artes”.
Ale do tej pory nikt nie był w stanie go znaleźć. Być może tobie się uda?

LEGENDA O CHŁOPCU, KTÓRY URATOWAŁ HARLEM
( HOLANDIA)
Wiele lat temu żył w Haarlemie, jednym z głównych miast Holandii, złotowłosy chłopak o imieniu Hans. Jego ojciec był „sluicerem”, czyli człowiekiem, którego zadaniem było otwieranie i zamykanie śluz, lub dużych dębowych drzwi, które są umieszczone w regularnych odstępach u wejścia do kanałów, aby regulować ilość wody, która przez nie przepływa.
Jako że większa części Holandii znajduje się poniżej poziomu morza, ląd od wody oddzielają silne wały lub bariery zaopatrzone w śluzy. Nawet małe dzieci wiedzą, że konieczna jest stała czujność i że chwila zaniedbania ze strony ” sluicera” może przynieść zgubę i śmierć dla wszystkich.
W pewne piękne jesienne popołudnie, gdy Hans miał osiem lat, uzyskał zgodę rodziców na wykonywanie małych prac. Jego zadaniem było zaniesienie placków do domu ślepca, który mieszkał po drugiej stronie grobli. Po spędzeniu paru godzin z wdzięcznym starcem, pożegnał się i ruszył w drogę powrotną do domu.
Krocząc dzielnie wzdłuż kanału, zauważył, jak jesienne deszcze spiętrzyły wodę. Pomyślał wtedy o swoim ojcu, który strzeże śluz i o tym, że ojciec nazywał wzburzoną wodę „wściekłą wodą”. Gdyby nie mocne bramy te piękne pola po drugiej stronie wału pokryłaby woda.
Nagle chłopiec rozejrzał się z przerażeniem. Nie zauważył, że słońce zaszło i zrobiło się ciemno. Ciągle był jeszcze daleko od domu, przyspieszył kroki i z bijącym sercem przypomniał sobie wiele opowieści o dzieciach błąkających się po ciemnych lasach. Zaczął biec, gdy nagle usłyszał dźwięk cieknącej wody, spojrzał w górę i zobaczył małą dziurę w grobli, przez którą płynął strumień wody. Każde dziecko w Holandii truchleje na myśl o przecieku w tamie!
Hans zdał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, ten mały otwór wkrótce stałby się wielką dziurą, a konsekwencje byłyby straszne. Dobrze wiedział, jaki jest jego obowiązek. Wspiął się na wał i małym, grubym paluszkiem zatrzymał wyciek. Z radością pomyślał” Dopóki ja jestem tutaj „wściekła woda” nie zaleje Haarlemu. Wkrótce jednak zapadła noc i zrobiło się zimno. Nikt nie pojawił się w pobliżu grobli.Nasz mały bohater zaczął się trząść z zimna i strachu, a ręka i palec bolały. I choć krzyczał głośno ” Ratunku! Pomocy! ” nikt nie przychodził. Wołał też swoją mamę, ale ta była pewna, że nieznośny chłopiec bez jej pozwolenia został na noc w domu staruszka i nie zamierzała go szukać.
Rano ksiądz, który właśnie szedł po grobli usłyszał słaby głos dochodzący z wału. Schylił się i zobaczył Hansa skulonego z bólu. “ Na miłość Boską chłopcze”, zawołał, „ co ty tam robisz?”
„Zatrzymuję wodę”  prosto odpowiedział mały bohater. “Zawołaj pomoc! Szybko!”
Nie trzeba mówić, że pomoc nadeszła błyskawicznie.

           LEGENDA O STARYM CZŁOWIEKU I JEGO LATARNI.
( ŁOTWA)    
Czy wiecie, dlaczego latarnia jest symbolem Cesis? Minęło wiele lat może coś zmyślono, ale tak to już się dzieje.
Dawno temu, kiedy Cesis było otoczone wysokimi kamiennymi murami i do środka można było się dostać przez wielką żelazną bramę –żył sobie pewien stary człowiek – strażnik. Był cichy i na co dzień niezauważalny, ale cenił i kochał swoją pracę. Ludzie częściej go słyszeli niż widzieli, a jeszcze rzadziej spotykali. Kiedy mieszkańcy kładli się spać, człowiek ten podpierając się laską chodził ze swoimi zaufanymi pomocnikami a w ręce trzymał zapaloną latarnię.  Ludzie słyszeli jego uspokajający głos „ Wszystko w porządku. Możecie spać spokojnie…”
Tak było zawsze, ale pewnego wieczoru, kiedy w mieście pojawiła się tajemnicza mgła, spóźnieni przechodnie zauważyli, że latarnia starca nie była tak jasna jak zwykle. Ledwo się tliła. Przyszła noc nie słychać było ani szczęku kluczy ani znajomego głosu.
Rano mgła zniknęła, nie znaleziono jednak starego stróża. Mieszkańcy próbowali go odszukać, ale bezskutecznie. Nikt nie mógł znaleźć sensownej odpowiedzi gdzie mógł się podziać, w pamięci pozostała im tylko tląca się słabo latarnia.
Po pewnym czasie pojawili się nowi strażnicy nocni. Mijały lata, Cesis doświadczały wojny i obce wojska rabowały miasto. Mieszkańcy odbudowywali swój gród, ale już bez wież, bram i murów. Tylko nieliczni pamiętali starego człowieka z szczękającymi kluczami i cichym głosem szepczącego „Śpijcie spokojnie, wszystko w porządku…”
Jeżeli jednak pewnego dnia na ulicach Cesis spotkacie starego człowieka z laską i latarnią, nie zapomnijcie potrzeć latarnię! Jej światło zawsze pokaże bezpieczną drogę nie tylko dla starca, ale także dla waszych dobrych myśli i marzeń.

LEGENDA O KOGUCIE Z BARCELOS
( PORTUGALIA)
Dawno, dawno temu, do miasteczka Barcelos przybył pielgrzym, który szukał odpoczynku. Wszedł do miasta pełen zachwytu i ciekawości i zatrzymał się na rynku. Zaskoczyło go bogactwo sprzedawane na straganach.
W pewnej chwili zauważył, że stojący obok niego człowiek chciał ukraść klejnoty. Zajęty handlem sprzedawca nie dostrzegł tego. Pielgrzym chciał zatrzymać złodzieja, ale ten zagrodził mu drogę, rzucił klejnoty w jego kierunku i krzyknął: „To on! On jest złodziejem! Łapcie go! ”
Zaprowadzono biednego pielgrzyma do sędziego. Sędzia był bardzo zły, bo miał właśnie zasiąść do kolacji. Na stole czekał na niego pieczony kogut. Krzyknął, więc:, „Kto śmie mi przeszkadzać o tak późnej porze? Jestem zmęczony i głodny, a ten kogut był bardzo drogi ”
Kupiec powiedział: „Wybacz mi, Panie! Ale człowiek, którego przyprowadziłem nie zasługuje na przebaczenie, bo chciał ukraść moje klejnoty” Pielgrzym próbował się bronić, ale sędzia zdecydował się zamknąć go w lochach i skazał na karę śmierci. Jego ostatnim życzeniem było jeszcze raz zobaczyć sędziego, który już zasiadł do stołu.
„Przysięgam, że jestem niewinny”, pielgrzym wskazał na koguta i zapewnił, że pieczony kogut na stole sędziego zapieje by udowodnić jego niewinność. Nikt mu nie uwierzył, ale kogut podniósł głowę znad stołu i zapiał głośno. Pielgrzym został uniewinniony i wyruszył w drodze do Santiago.

Jak Chrystus i Święty Piotr ofiarowali owies ludziom z Pohorje.
( legenda Słoweńska)

W dawnych czasach, kiedy Chrystus i św. Piotr wciąż chodzili po naszym świecie, zawędrowali na zielony płaskowyż Pohorje do górskiej miejscowości Šentjungota. Zatrzymali się w ubogiej chacie stojącej samotnie na obrzeżach wioski, i zwrócili się do starej kobiety, która siedziała na progu z prośbą o jakiś dar.
„Mam tylko kawałek ciemnego chleba, ale nie wiem, czy chcecie. W tym roku jęczmień nie obrodził, więc w chlebie jest dużo otrębów, „powiedziała kobieta. Wróciła do domu i przyniosła kawałek czarnego i niesmacznego chleba. Chrystus złamał ten chleb na dwie części i podzielił się z Piotrem. Kobieta weszła do domu by wędrowcom przynieść trochę wody. W międzyczasie św.Piotr narzekał, że chleb jest jak słoma, stwierdził, że nie będzie jeść takiego złego chleba i schwał go do torby. Chrystus podziękował staruszce i odeszli.

Po chwili Piotr stał się bardzo głodny i przypomniał sobie, że ma chleb w  torbie. Wyciągnął go i zaczął jeść wyrzucając otręby.

Chrystus, który szedł przed nim, schylił się i wziął grudki suchej gleby z Pohorje, skruszył ją w ręce i rzucił na pole, zamachując się jak siewca.
„To będzie nowa odmiana zboża – nazwiemy ją owies, „ powiedział. ” Będzie rósł na polach uprawianych przez ubogich rolników, chałupników i drwali. Będzie rósł na wyżynach górskich, gdzie złota pszenica nie rośnie. Niech będzie odporny na zimno, śnieg i mróz, nawet grad nie powinien mu zaszkodzić. Niech się stanie! ”

W tym samym roku nowe zboże zaczęło rosnąć w Pohorje. Dało obfity plon i chleb ubogim rolnikom i chałupnikom. Chleb owsiany otrzymał przydomek – „Chleb biedaka”, ale uchronił wielu ludzi

TYDZIEŃ COMENIUSA

Od 2 do 9 maja obchodzony był tydzień Comeniusa. Z tej okazji w naszej szkole zaprezentowaliśmy rezultaty projektu poprzez wystawę prac i promocję projektowego bloga wśród uczniów i rodziców.

POCZTÓWKA Z WYCIECZKI DO NASZYCH PARTNERÓW

Jednym z zadań projektu było napisanie i wysłanie pocztówek z miejsc związanych z legendą. Podczas szkolnych wycieczek do Warszawy, Krasiczyna i Krakowa uczniowie pisali i wysyłali kartki do naszych partnerów w Katalonii, Portugalii, Holandii, Słowenii i na Łotwie.

WYCIECZKA DO TEATRU

2 kwietnia uczniowie klas młodszych pojechali do Rzeszowa na przedstawienie w Teatrze Maska pod tytułem „ Alicja po drugiej stronie lustra”. Piękna i nieśmiertelna historia Lewisa Carrolla, fascynująca kolejne pokolenia niezwykłą  atmosferą i przedziwnymi perypetiami głównej bohaterki. Alicja udaje się w kolejną podróż w świat snu. Przechodząc przez lustro, odkrywa niezwykłą krainę, która do złudzenia przypomina wielką szachownicę. Jej mieszkańcy pogrążeni są w nieustannej rozgrywce. Mała bohaterka podejmuje wyzwanie, zostaje pionkiem na planszy. Gra toczy się o dużą stawkę – jeśli Alicja wygra, zostanie królową. Nie jest to jednak łatwe zadanie, gdy wszystko jak w lustrzanym odbiciu działa na opak, a zasady, których dziewczynka nauczyła się w domowym zaciszu, nie obowiązują. Spotykając kolejne zjawiskowe figury, Alicja musi mierzyć się z absurdem i przewrotnymi pomysłami planszowych przeciwników.
Dla wielu z małych widzów był to pierwszy kontakt z prawdziwym teatrem.

WARSZTATY W MUZEUM

Klasa 4 a uczestniczyła w warsztatach na temat przemyskich legend w Muzeum Historii Miasta Przemyśla. Spotkanie prowadził pan Jacek Błoński. Po wysłuchaniu legendy i krótkiej lekcji rysunku uczniowie sami próbowali wykonać ilustrację.

TRZY MAŁE ŚWINKI

Podczas spotkania w Słowenii partnerzy wymienili się swoimi wydaniami bajki „Trzy małe świnki”. Uczniowie mogą teraz oglądać ciekawe ilustracje, porównywać języki, posłuchać CD, kolorować obrazki dołączone do słoweńskiego wydania.”Trzy małe świnki” zwyciężyły w ogólno projektowym konkursie na najbardziej ulubioną bajkę.

PODRÓŻ W ŚWIAT BAŚNI

„Podróż w świat baśni” – zabawy z bajką odbyły się dwukrotnie: raz dla uczniów naszej szkoły, a następnie dla zaproszonych gości ze szkół podstawowych numer 4, 14 i specjalnego ośrodka szkolno – wychowawczego. Uczniowie bawili się i wykonywali zadania na bazie 5 wybranych legend: Czerwonego Kapturka, Kopciuszka, Trzech świnek, Brzydkiego Kaczątka i Jasia i Małgosi.

Zabawy przygotowały Panie Małgorzata Banicka i Ewa Ląg.

 

LEGENDY PRZEMYSKIE

Legendy przemyskie napisane przez zaprzyjaźnionego z naszą szkołą pana Jacka Błońskiego zostały przetłumaczone na język angielski, niemiecki i holenderski. Teksty znajdują się na stronie projektu www.onceineurope.blogspot.com

Uczniowie klas piątych i czwartych podczas zajęć z edukacje regionalnej wykonali piękne ilustracje do legend „ O herbie przemyskim” oraz „Duchy przemyskiego zamku”

JASKINIA W KATALONII

Uczniowie przedszkola przy szkole Dr Ferrer zajmowali się prehistorią i z tej okazji zwiedzili jedną z jaskiń w Moià nieopodal Artés w Katalonii. Ze swojej wycieczki przygotowali prezentację PowerPoint, którą chcą się z nami podzielić. O jaskini „EL Toll” można poczytać więcej na stronie:

www.covesdeltoll.com/prehistoric_caves_catalonia.htm

  Jaskinia w Katalonii (4,0 MiB, 283 hits)

LEGENDA

Uczniowie klasy 4b przygotowali przedstawienie pod tytułem „Legenda o Wawelskim Smoku” Spektakl został sfilmowany i zamieszczony na blogu projektu oraz zaprezentowany naszym partnerom podczas spotkania w Słowenii. Piękne stroje, dekoracje i rekwizyty przygotowane zostały przy pomocy uczniów i nauczycieli. Przedstawienie obejrzeli uczniowie klas młodszych. Pozostali mogli zobaczyć wersję filmową.

Legenda o Wawelskim Smoku została przetłumaczona na język angielski, łotewski i kataloński. Na stronie projektu zamieszczono również kolorowanki, zdjęcia i rysunki dzieci, które powstały na bazie legendy.

Spektakl przygotowały panie Małgorzata Łupicka ( scenariusz i reżyseria) Jolanta Kawalec i Katarzyna Skotnicka ( kostiumy, rekwizyty i dekoracje) Aneta Jabłońska ( zdjęcia i montaż)

DZIEŃ KSIĄŻKI

Z okazji Światowego Dnia Książki w klubie „Niedźwiadek” odbyło się spotkanie z przemyskimi autorami Teresą Paryną i Jackiem Błońskim. Spotkanie prowadziła pani Jolanta Kawalec , bibliotekarka i nauczycielka plastyki w naszej szkole. Legendę o św. Jerzym i smoku przedstawili uczniowie klasy 4b.

W  małej wiosce w Katalonii na szczycie wzgórza był piękny zamek. W zamku żył król, królowa i ich piękna córka. Pewnego razu we wiosce pojawił się okropny smok. Bestia zabijała i połykała wszystko co wpadło w jej łapy: owce, byki, konie, a nawet ludzi.

Mieszkańcy wioski chcieli powstrzymać te zniszczenia i postanowili karmić smoka dwoma owcami dziennie. Kiedy skończyły się owce, zaczęli dawać mu byki, konie i inne zwierzęta. Ale pewnego razu zabrakło też zwierząt. Mieszkańcy zdecydowali losować i poświęcać jednego człowieka dziennie. Kiedy przyszła kolej na królewską córkę, król nie chciał oddać swego jedynego dziecka, ale ludzie upomnieli go że powinien zachować się tak jak pozostali mieszkańcy i przyprowadzili księżniczkę do smoka. Kiedy smok otworzył swoją paszczę Św. Jerzy przybył na białym koniu. W ciężkiej walce św. Jerzy zabił smoka swoją włócznią. Ze smoczej krwi wyrosły czerwone róże. Św. Jerzy wziął jedną i ofiarował ja księżniczce jako symbol miłości.

Wszyscy byli szczęśliwi i krzyczeli : Niech żyje Św. Jerzy!

Św. Jerzy z uśmiechem na twarzy opuścił wioskę. Tyle legenda. Legendy nie muszą być prawdziwe. Muszą być piękne!

Katalończycy zaczęli obchodzić Dzień Św. Jerzego w X wieku. Pięć wieków później Św Jerzy stał się patronem Katalonii. Dzień Św. Jerzego obchodzony jest  23 kwietnia,  tego dnia w odbywają się kiermasze książek i sprzedawana jest duża ilość czerwonych róż. Kobiety dają książki mężczyznom , mężczyźni czerwone róże kobietom. Katalońska flaga wywieszana jest na domach.

Dzień ten obchodzony jest też w szkołach. Odbywają się koncerty, przedstawienia, kiermasze, dzieci wykonują smoki i róże, czytają i piszą wiersze.

CZYTANIE BAJEK

We współpracy z biblioteką i świetlicą szkolną uczniowie poznawali 5 wybranych bajek: Czerwonego Kapturka, Kopciuszka, Brzydkie kaczątko, Trzy świnki oraz Jasia i Małgosię. Po wysłuchaniu bajki wykonywali prace plastyczne wykorzystując różne techniki. Uczniowie wykonywali ilustracje, projektowali balową suknię Kopciuszka, a w świetlicy zbudowali chatkę Baby Jagi z pierników, cukierków i nutelli. Korzystając z nieobecności wiedźmy domek został zjedzony.

Swoje wersje bajek czytali i słuchali uczniowie we wszystkich krajach partnerskich. Kolejnych działaniem będzie wybór ulubionej bajki.

SŁOWEŃSKA BAJKA PO POLSKU

Uczniowie uczęszczający do szkolnej świetlicy poznali słoweńską bajkę „O kocie , który kradł papcie”, a następnie narysowali ilustracje. Bajkę można przeczytać na stronie projektu, a oto parę prac.


BAL KARNAWAŁOWY

Uczniowie młodszych klas bawili się na balu karnawałowym przebrani za postacie z ulubionych bajek i komiksów.


ŻYCZENIA śWIĄTECZNE

Priecīgus Ziemassvētkus un laimīgu Jauno gadu!

Vesel božič in srečno novo leto!

Prettige Kerstdagen en Gelukkig Nieuwjaar!

Feliz Natal E Feliz Ano Novo!

Bon Nadal i Feliç Any Nou!

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku w sześciu językach projektu.

 

Od naszych przyjaciół otrzymaliśmy kartki z życzeniami, a na stronie projektu zamieszczone są informacje, zdjęcia i ciekawostki na temat tradycji Świąt Bożego Narodzenia na Łotwie, w Słowenii, Portugalii, Katalonii i Holandii.

Na przykład czy wiecie co to jest TIO?

Tio to drewniana belka, która przed świętami zabierana jest do domu w Katalonii, karmiona jabłkami i pomarańczami i przykrywana kocykiem. Kiedy nadchodzą święta Tia uderza się kijami, śpiewa piosenkę, a kiedy podniesie się kocyk znajdują się tam prezenty i słodycze.

Do Holandii Mikołaj zwany tam Sinterklass przybywa na statku z Hiszpanii, towarzyszy mu Czarny Piotruś. Po kraju porusza się na białym koniu Amerigo i rozdaje dzieciom prezenty. To od jego nazwy wywodzi się amerykański Santa Claus.

W Rydze stolicy Łotwy pierwszą choinkę udekorowano już w 1510 roku !

Więcej poczytać można na stronie www.onceineurope.blogspot.com


KARTKI Z ARTES W KATALONII

Wielka koperta pełna cudownych, wykonanych przez dzieci kartek świątecznych przybyła do nas ze szkoły Dr Ferrer w Artés, Katalonia. Upiększyły naszą gazetkę Comeniusa.

KARTKA ŚWIĄTECZNA DLA NASZYCH PARTNERÓW

W ogłoszonym przez samorząd uczniowski konkursie na kartkę świąteczną wzięli udział uczniowie wszystkich klas. Najlepsze prace zostały nagrodzone lub wyróżnione.
Kartki trafiły do naszych szkół partnerskich w Katalonii, Holandii, Słowenii, Portugalii i na Łotwę, oraz do naszych partnerów w poprzednim projekcie Comenius w Irlandii, Francji i Niemczech. Prezentujemy prace Wiktorii, Vanessy, Pawła, Patryka, Patrycji, Magdaleny, Eweliny, Elizy, Martyny, Dawida i Ani.

BOŻE  NARODZENIE  W  POLSCE

Chcąc zaprezentować zwyczaje Świąt Bożego Narodzenia w Polsce uczniowie wykonali prace plastyczne, które posłużyły za ilustrację artykułu na temat świąt na blogu www.oneceineurope.blogspot.com oraz zostały przesłane do szkół partnerskich wraz z życzeniami, ozdobami choinkowymi, opłatkiem i rózgą ( jako ciekawostką).

MY TOWN

„My Town” to temat prac, których autorami są uczniowie klasy 5a. Najlepsze prace trafiły do szkół partnerskich i zdobią kąciki Comeniusa.

PLAKATY O POLSCE I KRAJACH PARTNERSKICH

Przed wizytą gości uczniowie klasy 5a i 6a wykonali plakaty prezentujące Polskę, zostały one przekazane do wszystkich szkół partnerskich. Również w szkolnej świetlicy dzieci dowiedziały się o krajach, z którymi współpracujemy w projekcie i wykonały plakaty. Nasi goście mogli je podziwiać podczas wizyty w listopadzie 2010r.

JAK WYOBRAŻAMY SOBIE NASZE KRAJE PARTNERSKIE

To temat prac, które wykonywali chętni uczniowie wszystkich klas. Najlepsze prace zostały wyróżnione i nagrodzone przez jury w składzie Jolanta Kawalec, Małgorzata Tomków i Małgorzata Łupicka. Wyróżnione prace wykonali: Oliwia Kocik, Wojciech Groch, Anna Rodzeń, Martyna Paradowska, Jakub Wajda, Wiktoria Kuniec, Sabina Szkółka, Patrycja Badecka, Joanna Brzuchacz, Paweł Kruk, Paulina Łebska, Polan Sycz, Klaudia Kras, Marta Szczepanowicz i Karolin Wagner. Większość z nich prezentowana jest na stronie internetowej projektu.

POCZTÓWKA Z PRZEMYŚLA

Podczas spotkania w Przemyślu łotewscy i polscy uczniowie napisali i wysłali kartki z pozdrowieniami do szkół partnerskich w Słowenii, Holandii, Katalonii, Portugalii i na Łotwie.

Bierzemy udział w programie

Bierzemy udział w programie